Na jaremu! Czyli pobudka w Krakowie…

Sukiennice w Krakowie

Sukiennice w Krakowie – dzień, a właściwie noc naszego przyjazdu.
Foto: Wojciech Pałka

Szanowne Panie i Panowie, stało się! Wraz z zacną kompaniją poczyniliśmy krajoznawczy wypad do Krakowa. Co się tam działo, gdzieśmy byli, cośmy widzieli i czegośmy się nauczyli – w tymże wpisie Wam opowiem.
Zacznę od tego, że to nie była gładko i szybko rozpoczęta wyprawa, ale sporo mnie to nauczyło w zakresie organizacji. Jak się okazało, najtrudniejszą i zarazem najważniejszą częścią do zgrania w czasie i przestrzeni byli ludzie, a dokładniej ich wolny czas. Niestety (?) w dzisiejszych czasach weekendy w wielu przypadkach nie są dniami wolnymi od pracy lub uczelni. Przez to zorganizowanie grupy sześcioosobowej w pasującym wszystkim terminie (poza urlopami) graniczy z cudem. Warto więc uzbroić się w cierpliwość i trochę pokombinować, a efekty z czasem same przyjdą.
Ostatecznie po prawie dwóch miesiącach (!) negocjacji z dwunastu zaproszonych osób wyklarowało się sześcioro śmiałków, których trzeba było teraz ulokować w jakimś rozsądnym – niedrogim, położonym blisko starówki i niestraszącym karaluchami hostelu. Początkowo chciałem nas zakwaterować w polecanych przez mojego przyjaciela Dariusza Trzech Kafek, niestety znalezienie odpowiedniego pokoju na pięć dni przed wyjazdem okazało się sporym wyzwaniem i ostatecznie padło na Hostel Faust.

Faust 2.0

Faust 2.0
Grafika: xkcd.com

Co mogę o nim powiedzieć…? Przede wszystkim to, że stosunek ceny do jakości jest bardzo dobry ze względu na:

  • położenie – w uliczce dochodzącej do Starówki – Szewska 21 (100 m od sukiennic);
  • pokój sześcioosobowy posiada współdzielone z pokojem dwuosobowym aneks kuchenny i łazienkę – wyposażone w niezbędne, jak dla mnie, rzeczy;
  • kwaterunek – doba hotelowa zaczyna się o 14:00 i kończy o 12:00;
  • cena za pokój sześcioosobowy kosztowała nas 240 zł, ale jest ona zależna od sezonu. W przypadku większej grupy można negocjować i płacić od osoby – przydatne kiedy nie wypełniamy całego pokoju;
  • możliwość dokupienia śniadania za 10 zł/dzień/osoba, ale nie skorzystaliśmy – zaopatrywaliśmy się na własną rękę;
  • możliwość skorzystania z wi-fi, ale niestety ze względu na liczne sieci w okolicy nie dosięga do I piętra – więc lepiej zaopatrzyć się we własny – jeśli komuś naprawdę jest potrzebny na takiej wyprawie.

Skoro mieliśmy już gdzie spać, pozostało tylko spakować manatki i ruszyć w podróż – z transportem nie mieliśmy najmniejszego problemu. Do Krakowa z Warszawy jeździ bardzo dużo pociągów, PKS i PolskiBus mają również rozsądne połączenia – my wybraliśmy przejazd interREGIO. Co ciekawe, było to najtańsze i najszybsze zarazem połączenie. Cześć z nas, dwie osoby, dojeżdżała z Wrocławia – skorzystali oni z usług Minibus-a – podróże trwały mniej więcej tyle samo.

Na Jaremu!

Po krótkim przywitaniu i zapełnieniu żołądków, powędrowaliśmy w zacinającym deszczu do hostelu, aby jeszcze tego samego wieczora wyruszyć na podbój Omerty – wybranego przez Wojciecha pubu. Był to strzał w dziesiątkę: klimatyczny – stylizowany na „Ojca Chrzestnego”, dobrze wyposażony – 30 (!) nalewaków i bynajmniej nie z Żywcem czy inną pomyją. Wszystko to czyni ten pub godnym polecenia dla każdego, kto chce spędzić zaprawdę udany wieczór w gronie znajomych po całym dniu zwiedzania, uczelni lub pracy.
Z tym wieczorem jest związana również pewna, ważna część wyjazdu – w drodze do pubu, podczas ulewy zrodził się „tekst”, którym spokojnie można markować cały wypad. Podczas rozmowy mojej i Wojciecha doszło do – z pozoru niewinnej – wymiany zdań, która ma swoje korzenie w „Ogniem i Mieczem”. Sprawa dotyczyła momentu, w którym Kozacy po pijackiej zabawie, bez posiłków ze strony Tatarów chcieli ruszyć na Polaków, zachęcając się nawzajem, pokrzykując:
– Na Jaremu!
– Na Jaremu idim!

Na Jaremu!

Na Jaremu Panowie!
Zdjęcie: Kwejk.pl

Nam na szczęście Tatar nie groził, a co najwyżej deszcz i przeziębienie, stąd też aby przełamać marazm przemokniętej, zmarzłej i marudnej (ze względu na warunki pogodowe i godzinę) kobiecej części, zaczęliśmy luźną rozmowę. Jej wynik przerósł nasze oczekiwania i przez resztę wyprawy służyły jako zawołanie w trudnej chwili oraz na „dzień dobry” zamiast budzika.

Zwiedzanie

W ciągu zaledwie dwóch dni zwiedziliśmy znacznie więcej niż założyliśmy – pomijam już kwestię ulewy i śniegów, które uparcie towarzyszyły nam przez całą wyprawę. Jest to z mojego punktu widzenia spory sukces, który zawdzięczamy zgranemu zespołowi. Byle tak dalej! Ale do rzeczy, byliśmy w:

Muzeum Schindlera

Tablica przed muzeum Schindlera
Foto: Wojciech Pałka

Fabryce Schindlera – jest to miejsce nowoczesne, które opowiada w otwarty i przyswajalny sposób o trudnej historii Polski, Krakowa i jego mieszkańców (w szczególności polskich Żydów) w czasie II wojny światowej. Było to niewątpliwie dla mnie ważne i spore przeżycie ze względu nie tylko na tematykę, ale również z powodów rodzinnych. Tym bardziej zniesmaczyło mnie zachowanie pewnych dwóch dziewcząt, które w jednej z sal tematycznych tańczyły do podkładu muzycznego…

Podziemia Rynku w Krakowie

Podziemia Rynku w Krakowie
Foto: Muzeum Historyczne Miasta Krakowa

Podziemiach Rynku – było to dla mnie bardzo miłe, nie lada zaskoczenie i muszę przyznać, że pierwszy raz tak dobrze bawiłem się w muzeum. Jest ono nie tylko dobrze przemyślane pod kątem zwiedzających (w każdym wieku), ale również bardzo nowoczesne. Ekspozycje angażują, uczą przez zabawę i są ciekawe – niewątpliwie nie jest to kolejne porośnięte kurzem pomieszczenie magazynujące eksponaty. Tylko tu możecie się dowiedzieć, ile ważycie w przełożeniu na kamienie czy cetnary krakowskie.

Collegium Maius UJ

Dziedziniec Collegium Maius UJ.
Foto: Wojciech Pałka

Collegium Maius UJ – którego niestety nie zdążyliśmy zwiedzić, ale jedno jest pewne – to miejsce ma niesamowity, mistyczny klimat. Czuć wieloletnią tradycję nauczania, aż chce się studiować w takim miejscu! Jak dla mnie sama przyjemność.
Obok Collegium znajduje się Ogród Profesorski, niestety nie mieliśmy możliwości zwiedzenia go, ponieważ jest otwarty, tu cytat: „do pierwszego śniegu”. A tego dnia właśnie spadł – pech…

Zamek Królewski na Wawelu

Zamek Królewski na Wawelu
Foto: Człowiek Wycieczka

Zamku Królewskim na Wawelu – niestety nie mogliśmy w pełni podziwiać majestatu siedziby polskich królów, ze względu na zacinający deszcz i przenikający chłód. Obeszliśmy zewnętrzny i wewnętrzny dziedziniec, zapoznaliśmy się z modelem fortyfikacji, ale jedno co mogę powiedzieć – w moich wyobrażeniach Wawel był większy, ale brzydszy. Jestem pod wrażeniem piękna zabudowy i żałuję, że nie udało się nam jej zwiedzić od środka, ale to następnym razem…

Smocza Jama

„Człowiek Wycieczka” w tunelu Smoczej Jamy.
Foto: Aleksandra Pałka

Smoczej Jamie – teraz coś, co tygryski lubią najbardziej – jaskinie i groty! Tak, Wawel ma pod swoimi murami podziemne przejście prowadzące do jamy, w której miał swoje leże Smok Wawelski. Nie udało nam się go dopaść i sfotografować, ale znaleźliśmy wiele interesujących śladów jego niegdysiejszej obecności. Niestety Aleksandra nie pozwoliła zabrać mi ciekawie wyglądającej i luzem stojącej skałki, ale wolałbym chyba walczyć ze Smokiem Wawelskim niż z moją Lepszą Połówką. Samo wyjście z jamy uwieńczone jest wielkim posągiem w/w bestii – jak dla mnie przypomina to skrzyżowanie salamandry i Godzilli, ale może ja po prostu nie rozumiem sztuki współczesnej.

Bazylika Mariacka w Krakowie

Bazylika Mariacka w Krakowie.
Foto: Ewelina

Bazylice Mariackiej w Krakowie – dlaczego warto zwiedzać takie obiekty jak ten? Majestat, klimat i zapach kadzideł – to ma prawie każdy starszy kościół. Ten jednak jest wyjątkowy z kilku względów, dla których warto się tematem zainteresować, są to: hejnał, Ołtarz Wita Stwosza oraz samo wnętrze. Na mnie największe wrażenie (poza w/w) zrobiło wielkie sklepienie imitujące gwieździste niebo – jest po prostu piękne. Sam hejnał brzmi zupełnie inaczej niż w Polskim Radiu – co też jest niezwykłym przeżyciem – móc usłyszeć dźwięk dzieciństwa na żywo.

Sukiennice

Sukiennice na rynku krakowskim.
Foto: Człowiek Wycieczka

Sukiennicach – no cóż, to chyba jedno z większych rozczarowań tego wyjazdu – spodziewałem się zupełnie czegoś innego niż stoiska z pamiątkami. Możliwe, że ominąłem jakieś muzeum, jednakże rozglądałem się dość czujnie w poszukiwaniu jakiegoś bardziej wartościowego miejsca. Niemniej sprawę ratuje fakt, że wejście Podziemi Rynku znajduje się właśnie w Sukiennicach.
Moją uwagę przykuły również znajdujące się pod sklepieniem herby ważniejszych miast powiązanych z Krakowem szlakami handlowymi.

To tyle jeśli chodzi o większe i ważniejsze miejsca odwiedzone przez nas, jako dodatkowe mogę polecić:

  • Alchemię – klub znajdujący się na krakowskim Kazimierzu; uwagę przykuwa stylizacja na starą pracownię alchemiczną. Polecam gorącą czekoladę migdałową.
  • Bar mleczny Krakus – co tu dużo pisać – prawdziwy bar mleczny, z kucharkami w fartuchach, tanimi i smacznymi obiadami. Ludzie, pierwszy raz najadłem się za mniej niż 7 zł! Ja się pytam, gdzie takie rarytasy w Warszawie?!
  • Strefa Piwa – pub, w którym można dostać mniej popularne, ale szlachetniejsze piwa. Klimat fajny, ale obsługa – pomimo dużej znajomości trunków – jest dość negatywnie nastawiona do osób nieznających się zbytnio na temacie.
  • CK Browar – browar jak browar, mnie osobiście nie powalił, choć żarcie naprawdę mieli niezłe – polecam zapiekanki, odradzam paski kurczaka. Niemiłym zaskoczeniem był mały wybór trunku własnej produkcji – rodzajów: jeden, a w ofercie mają cztery.
  • Omerta – jak już wcześniej napisałem: najlepszy pub, w jakim byłem. Więcej nie trzeba tu dodawać.

To tyle, jeśli chodzi o naszą wesołą przygodę, którą poczyniliśmy w składzie:

  • Aleksandra
  • Aneta
  • Ewelina
  • Marek
  • Wojciech
  • Piotr – „Człowiek Wycieczka”

Mam nadzieję, że ta opowieść Was zbytnio nie wynudziła i być może zachęciła do zwiedzenia Krakowa. A może już macie jakieś doświadczenie z historyczną stolicą Polski i chcielibyście podzielić się swoimi wrażeniami?

Komentarze

comments

Powered by Facebook Comments

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

5 comments

  1. Wyprawa była przednia :) Nic dodać nic ująć chociaż, może w dwóch kwestiach coś dodam ;)

    Co do tekstu „Na Jaremu” to chyba zalążek zrodził się od tego całego rycerskiego motywu z Burger Kinga zapoczątkowanego przez Marka ( po tym jak założyłem korone :D)
    a później właśnie weszliśmy w taką pogadanke średniowieczną no i dalej tak jak napisałeś :)

    Co do Strefy Piwa i Omerty miazga :) Najlepszy pub w W-wie ma tylko 4 nalewaki :D

    co do CK Browaru to pomimo że nie było najgorzej, to osobiście strasznie sie zawiodłem i tutaj trochę ponarzekam :)

    na plus kanapki grillowane i że odwiedziliśmy to miejsce. Ale po drugim w kolejności najstarszym browarze restauracyjnym w Polsce, spodziewałem się klimatu; cóż klimat był dyskotekowo-knajpiany, ale i ten knajpiany to w takim złym sensie(dla mnie duży minus innym może to odpowiada :P ah…. chociaż nawet w szemranych knajpach można sobie piwo przy ladzie zamówić w CK nie ==’ )…

    A samo piwo, hmm nie było takie ostatnie, ale żeby w browarze był tylko jeden rodzaj, jasne pełne… „bo inne się warzą” jak to jest logistycznie zarządzane to nie wiem…

    Także polecam śmiało uderzyć od Omerty lub Strefy Piwa, do CK na szybkie piwo w celu zaliczenia browaru :P ( chyba że coś sie zmieni :p)

    Wyjazd mega,pozdr :)

    • To fakt, CK Browar ma strasznie beznadziejne podejście co do obsługi klienta – raz, że to oczekiwanie aż kelnerka się ogarnie, a dwa, że nie rozumiem idei braku możliwości zamówienia przy ladzie, a jak też wcześniej napisałem – jeden rodzaj piwa własnego to idiotyzm. I nawet fakt „zdobycia” tam miejsca jakoś nie pociesza ;)
      Co do korony fajnie wyszło – szczególnie w kontekście późniejszych wydarzeń.
      A wyjazd był mega bo i ekipa zgrana oraz niesiedząca tylko na tyłku ;)

  2. Ale zes reklame Karkowowi zrobil ;-). Ale faktycznie bylo super! Z bolem serca musze przyznac, ze Krakow jest niezwykle urokliwy, a pierwszy snieg, ktory spadl w niedziele nadal mu dodatkowego, hmmm, chcialbym napisac ciepla, ale to bezsensu ;-) (Po chwili na myslu – a moze to grzane wino polaczone z pierwszym sniegiem?). A dlaczego z bolem serca? Bo lubilem te pewnosc, gdzie Wroclaw jest najmagiczniejszym miastem w Polsce, a teraz juz tej pewnosci nie mam ;-).

    Ale w nastepnej podrozy Krakowowi tylko pomachamy z oddali, pedzac na Slowacje!

    • Marecki, jaką reklamę – napisałem jak było, a było świetnie – nie tylko dzięki klimatowi miasta, ale również ludziom, którzy się odważyli tam pojechać ;)
      Co do Wrocławia, no cóż – sprawa prosta – tenże wymaga odwiedzin i odpowiedniej WYCIECZKI! W moim osobistym rankingu Miasto Stu Mostów nadal jest na pierwszym miejscu, ale Kraków stanowi godną dla niego konkurencję.

      Co do Słowacji – nie spoileruj za bardzo bo ludzie jeszcze zaczną pytać o szczegóły! ;)

  3. Chcialabym, zeby na wszystkich stronach mozna bylo znalezc tak ciekawe notki. Wszystko swietnie sie czyta, a informacje zawarte w notkach przydadza sie wielu z nas. Dziekuje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>