Palemkowy podbój Miasta Stu Mostów

Hala Ludowa

Monumentalny obiekt znajdujący się w Parku Szczytnickim, zwany  Halą Stulecia lub Halą Ludową. Zaprojektowany przez Maxa Berga i otwarty w 1913 r. Obecnie służy jako hala koncertowa lub targowo-eventowa.

Wrocław – miasto spotkań, jak słusznie mówi dewiza Europejskiej Stolicy Kultury 2016, którą niedawno miałem okazję ponownie odwiedzić.

Zacznę od tego, że Wrocław spośród dotychczas odwiedzonych przeze mnie polskich miast plasuje się na najwyższej pozycji pod względem ciekawości i ogólnie rozumianego klimatu. Jest to miejsce, w którym rzeczywiście odpoczywam i z którym wiąże mnie wiele wspomnień, ponieważ spędziłem tu ponad rok życia. We Wrocławiu poznałem również wspaniałych ludzi – przyjaciół, z którymi nadal utrzymuję dobry kontakt i dzięki temu miałem również zagwarantowaną bazę wypadową – za co bardzo dziękuję Szuwarowi!

W związku z tym, że spędziłem tutaj trochę czasu, zdążyłem poznać co nieco, jednak wiele miejsc pozostaje dla mnie nadal tajemnicą i ciągle odkrywam coś nowego lub ponownie, ale w innym świetle.

We Wrocławiu znajduje się dużo zabytków, pięknych parków, a starówka i nabrzeże Odry zachęcają do długich spacerów. Jest to również miasto studenckie, przychylne młodym ludziom – przynajmniej pod względem atrakcji, wydarzeń kulturalnych, studiów itd. Można to miasto zaliczyć również do tych, które ciągle tętnią życiem i nigdy nie „zasypiają”. Wielkim plusem względem np. Warszawy jest fakt, że nocne życie kończy się tutaj nie ok. północy, ale o 5 rano, a jak się dobrze trafi to i później.

Ucieszył mnie więc pomysł wycieczki w dobrze znane mi miejsce, spodobała mi się także możliwość oprowadzenia po Wrocławiu kilku moich znajomych. Moje zaangażowanie wzrosło tym bardziej, gdy okazało się, że wśród uczestników wyprawy będzie jeden obcokrajowiec. Wpłynęło to zasadniczo na program zwiedzania i motywację do podróży.

Przyznam szczerze, że początkowo wizja oprowadzania Juliana – Niemca – wzbudziła we mnie lekkie zakłopotanie ze względu na konieczność porozumiewania się w języku obcym. Na szczęście z zawodu Julian jest nauczycielem języka angielskiego, co znacząco ułatwiło komunikację i ostatecznie miałem wyrzuty sumienia, że ciągle go zagaduję. To spotkanie uświadomiło mi, że warto sobie od czasu do czasu przypomnieć gramatykę i wymowę. Ostatecznie wyszedłem z tej konfrontacji językowej zadowolony i zmotywowany do ćwiczenia języka angielskiego w praktyce. A sam Julian okazał się całkiem do pogadania (i popicia) facetem – szacunek dla niego!

Krasnoludki wrocławskie

Krasnoludki: Ciastuś i Amorinek przy ciastkarni na ul. Wita Stwosza.

Zwiedzanie Wrocławia nie mogłoby się obejść bez polowania na krasnoludki wrocławskie, które są nie tylko zabawnym elementem miejskiej przestrzeni, ale wręcz swoistą wizytówką miasta. Każdy z nich symbolizuje pewną przywarę, legendę, uczucie, zachowanie, miejsce lub po prostu fundatora. Od tego pochodzą również ich imiona, takie jak: Pożarki, Ciastuś i AmorinekSyzyfki czy Drukarz. Poszukiwanie krasnoludków jest naprawdę dobrą zabawą i – co ważne – ćwiczącą spostrzegawczość. Można je znaleźć w najróżniejszych, niekiedy zaskakujących miejscach, a ze względu na ich krasnoludkowy czar nie są widoczne na pierwszy rzut oka. Dodatkowo sprawę utrudnia fakt, że ich liczebność ciągle wzrasta, bo stały się po prostu modne i każdy przedsiębiorca chce mieć własnego.

Wracając do zwiedzania – grupa w porywach liczyła nawet do 20 osób (co jest koszmarem logistycznym każdej wycieczki), a czasu było niewiele. W związku z tym dzieliliśmy się na mniejsze zespoły i zwiedzaliśmy wg upodobań większości. Tym samym udało nam się zobaczyć następujące miejsca:

Panorama Racławicka

Panorama Racławicka. Na głównym planie: kosynierzy i Tadeusz Kościuszko.

Panorama Racławicka – jest to miejsce niezwykłe – osobiście nic podobnego do tej pory nie doświadczyłem. W celu dotarcia na platformę widokową najpierw trzeba pokonać ciemny tunel prowadzący na górę, w którym obowiązuje zakaz prowadzenia rozmów – co odpowiednio nastraja i pozwala się wyciszyć. Po dotarciu na taras widokowy oczom ukazuje się olbrzymi obraz oddający z niezwykłą szczegółowością pole bitwy pod Racławicami. Jego realizm podkreśla nie tylko precyzja wykonania, ale również zachowanie odpowiedniej skali i wykorzystanie dioramy – nadającej efekt trójwymiarowości. Przyznam, że początkowo podchodziłem do zwiedzenia tego miejsca z lekkim dystansem i nawet niechęcią, ale cieszę się, że byłem w błędzie. Gorąco polecam – miejsce warte odwiedzenia, wręcz obowiązkowo!

Wrocławskie zoo

Żaba z wrocławskiego terrarium w zoo.

Wrocławskie zoo – większości telewidzów powinno się ono kojarzyć z niegdyś popularnym programem „Z kamerą wśród zwierząt” prowadzonego przez założycieli zoo. Należało ono również do czołówki europejskich obiektów tego typu, ale z czasem podupadło – z braku woli politycznej i funduszy. Obecnie jest to miejsce wielkich inwestycji – jak budowa wielkiego afrykanarium, które zapowiada się bardzo obiecująco. Z obiektów już istniejących warto odwiedzić akwarium i terrarium, w którym znajduje się motylarnia. W tej ostatniej odwzorowano mikroklimat lasów tropikalnych, a w nim wypuszczono swobodnie latające motyle – coś niesamowitego. Planując jednak wycieczkę do tego miejsca, należy brać pod uwagę, że w porach chłodnych, np. w marcu, wiele atrakcji będzie niedostępnych – czego niestety doświadczyliśmy.

Muzeum etnograficzne

Pisanki z wystawy wielkanocnego folkloru w muzeum etnograficznym.

Muzeum Etnograficzne – wizyta w tym miejscu była dość spontaniczna. Jak się okazało, zakup biletu na zwiedzanie Panoramy Racławickiej umożliwia jednocześnie odwiedzenie Muzeum Narodowego we Wrocławiu i ww. miejsca. Zważywszy na fakt, że Muzeum Etnograficzne znajduje się kilka minut pieszo od Panoramy, to warto je odwiedzić, jeśli ma się odrobinę czasu. Mieliśmy to szczęście, że trafiliśmy na dodatkową ekspozycję w postaci wystawy wielkanocnej, na której znajdowały się najróżniejsze elementy folklorystyczne pochodzące z niemal każdego zakątka naszego kraju, np. tradycyjne palemki. Samo muzeum nie jest duże i zwiedza się je dość szybko, dlatego nie należy traktować go jako głównej atrakcji, no chyba, że ktoś jest etnologiem.

Most Tumski

Most Tumski – obrósł legendą jako miejsce wyznań miłości zakochanych.
Zdjęcie: Wojciech

Most Tumski (Most Zakochanych) – jest jednym z najpopularniejszych mostów Wrocławia – wśród odwiedzających i mieszkańców miasta. Wynika to z faktu, że służy zakochanym jako miejsce wyznawania swojej miłości poprzez wspólne przykuwanie kłódek i wyrzucanie kluczyków do Odry. Ma to symbolizować nierozerwalność uczucia, a jednocześnie zapewniać stałość związku. Sam most jest również popularny wśród par młodych jako miejsce sesji ślubnych.

Archikatedra św. Jana Chrzciciela

Archikatedra św. Jana Chrzciciela znajdująca się w Ostrowie Tumskim.

Ostrów Tumski – jest to jeden z najważniejszych punktów turystycznych miasta: dobrze zachowane i piękne kamienice, duża ilość budynków sakralnych oraz siedziba biskupów. Miejsce jest zadbane, a zwiedzanie go w letnią noc jest mistycznym przeżyciem. Co do Archikatedry – warto odwiedzić jedną z jej wież, widoki z niej są niezapomniane. Wnętrze kościoła jest niesamowity ze względu na światło, które przebija się przez bajecznie kolorowe witraże. Dla lubiących zwiedzać krypty i podziemia też coś się znajdzie – niestety nie mogę ocenić, bo nie mieliśmy okazji ich zobaczyć. Przy najbliższej wycieczce postaram się to nadrobić!

Dworzec Główny PKP Wrocław

Nowa elewacja Dworca Głównego we Wrocławiu.

Dworzec Główny – niegdyś zapuszczone siedlisko bezdomnych, dziś – odrestaurowana chluba miasta. Z zewnątrz prezentuje się okazale, a spośród zniszczonych kamienic wyróżnia go nowa elewacja i wyrazisty, pomarańczowy kolor. Jednakże dla mnie największym zaskoczeniem było wnętrze – czyste, piękne, wystylizowane na starą stację retro oraz drewniany sufit. Cud-miód, mówię Wam!

To tyle, jeśli chodzi o obiekty kulturowe, teraz przejdźmy do turystyki piwnej oraz gastronomicznej:

Browar Widawa / Gospoda Pod Czarnym Kurem

Szyld Gospody Pod Czarnym Kurem.
Zdjęcie: Wojciech

Browar Widawa i Gospoda Pod Czarnym Kurem – znajdująca się we wsi Chrząstawa Mała – 30 minut podróży autobusem z Placu Grunwaldzkiego we Wrocławiu. Największe pozytywne zaskoczenie w kategorii wszelkich browarów restauracyjnych, jakie odwiedziłem do tej pory. Klasa sama w sobie. Jest to również miejsce pracy mistrza browarnictwa Tomasza Kopyry, którego nota bene zastaliśmy na miejscu. Co ważniejsze, w tym dniu trafiliśmy również na premierę nowego piwa – Kuguar. Genialny, mocny, chmielowy smak. Co do samego lokalu, to przede wszystkim: cisza, schludność, kadzie na widoku, pracujący w tle browarnicy oraz rozsądne ceny. Jeśli chodzi o Gospodę – powstała ona jako pierwsza, przed browarem. A jadło zaiste polskie, syte i smaczne tam serwują!

Kuźnia Dobrych Klimatów

Wejście do Kuźni znajduje się pod Nasypem (kolejowym).
Zdjęcie: Kuźnia Dobrych Klimatów

Kuźnia Dobrych Klimatów – jest pubem i restauracją serwującą wyśmienite dania, również polskiej kuchni. Porcje są naprawdę syte, a posiłki smaczne i stosunkowo niedrogie. Uczta Kowalowej (36,9 zł) – porządna porcja dobrego, mięsnego jadła, dla dwóch osób, która okazała się dla mnie i Oli nazbyt duża. A trzeba przyznać że – mówiąc wprost – razem z Lubą lubimy dobrze zjeść, a tu proszę, przejedliśmy się. Jest to więc wzorcowy przykład idealnej proporcji ilości/jakości/ceny. Piwosze również będą zadowoleni, ponieważ obsługa postawiła na mniej popularne piwa. Minusem lokalu jest niestety jego wielkość i w godzinach obiadowych trudno jest znaleźć miejsce dla większej grupy podróżników, ale naprawdę warto próbować tu się stołować!

Spiż

Spiż.
Zdjęcie: blog.piotrgalas.com

Spiż – niestety największe rozczarowanie tej wycieczki. Dobry minibrowar, który pamiętam z wyśmienitego trunku przygotowywanego na miejscu, dołączanego do niego chlebka ze smalcem oraz dobrego klimatu, zamienił się w modny discopolowy pubik z importowanym piwem. Kule disco, kolorowe światełka, niezbyt smaczne piwo, drożyzna, brak chlebka i opieszała obsługa – tylko to teraz czeka na spragnionego odpoczynku piwosza. NOŁ ŁEJ!

Aby jednak nie zakończyć tego wpisu powyższą pomyłką browarniczą wrzucam bonusowo zdjęcie Stadionu Miejskiego we Wrocławiu, którego panoramę mogliśmy obserwować w drodze powrotnej, zza szyb autobusu:

Stadion Miejski we Wrocławiu

Stadion Miejski we Wrocławiu

Takim oto widokiem zakończyła się ta krótka, ale bardzo odprężająca wyprawa. A czy Wy macie może jakieś doświadczenie z Miastem Stu Mostów – Wrocławiem? Co o nim sądzicie? Zachęcam do komentarzy.

PS Odwiedziliśmy również dwa puby: Český Ráj i Zakład Usług Piwnych, w których  znajduje się spory wybór piw i warto je odwiedzić. Liczę, że Wojciech, jako piwny ekspert, wypowie się w tej kwestii!

Komentarze

comments

Powered by Facebook Comments

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

2 comments

  1. Wyjazd wspominam bardzo miło :) Wrocław to śliczne miasto, nawet gdy jest tak zimno. Dla mnie najwspanialsze było to, że byliśmy właśnie tak liczną grupą! i że mieliśmy wśród nas lokalnych przewodników, bardzo dobrze znających ową nadodrzańską metropolię :)

    Wrocław faktycznie obfituje w zabytki. a jest parę miejsc, które naprawdę warto odwiedzić. Aula uniwersytetu to taka enklawa baroku. można się niemalże przenieść w czasie ;) mega muszą brzmieć koncerty muzyki barokowej, które podobno się tam odbywają. i warto było wydać piątaka na słuchawki;)

    krasnoludki, jak się przekonaliśmy, istnieją nie tylko w bajkach;) a jest ich we Wrocławiu mnóstwo i szkoda, ale nie wszystkie udało nam się zobaczyć. przy okazji, dowiedziałam się, że mają one swoje polityczne korzenie ;o w latach 80 u.w. krasnale pojawiały się na ścianach budynków, gdzie wcześniej znajdowały się zamalowane napisy propagujące Solidarność.

    a co do ciekawostek to w moim niemieckim przewodniku stoi: „der Hauptbahnhof Breslaus ist der schönste Bahnhof Polens. zur Zeit seiner Entstehung (1855-1857) war er auch der größte Bahnhof Deutschlands.“ :) ciekawe;)

    panorama racławicka to szczególne miejsce, nie tylko ze względu na walory artystyczne, ale to takie miejsce gdzie czuje się coś.. no coś takiego.. „patriotycznego”. może nie aż w takim stopniu jak na Wawelu, ale jednak właśnie takie coś. to szczególne uczucie. pewnego rodzaju rodzaj dumy narodowej, takiej dumy z własnych korzeni czy historii własnego kraju.

    wyprawa była również okazją do odwiedzenia miejsc ciekawych pod względem piwnym :) takie browarowe tourne :) było miło! a wyjazd dzięki obecności zagranicznego gościa uzyskał międzynarodowy charakter ;p a i wymieniliśmy się paroma łamańcami językowymi Streichholzschachtelchen, Eichhörnchen, czy Grzegorz Brzęczyszczykiewicz Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody, czym naturalnie wzbogaciliśmy swoje słownictwo :)

    i w ogóle jest we Wrocławiu wiele ładnych budynków.

    no i zawiesiliśmy kłódkę na moście!!

    niestety rozczarowało mnie akwarium w arkadach wrocławskich… kilka lat temu będąc we wrcku pamiętam jak pływały OGROMNE (wtedy tak mi się wydawało) rekiny i płaszczki i to akwarium wydawało mi się o wiele ciekawsze niż jakiś ogród zoologiczny. ale dzisiaj mam już inne zdanie.

    miasto zapewne pokazuje odmienne oblicza o różnych porach roku, jednak każda pora ma swój urok. a i to stanowić może powód, by do miasta stu mostów ponownie zawitać :)

  2. Na wstepie przepraszam, ze bede pisal bez polskich znakow ale tak mi szybciej :P

    Po prawie pol roku i ja sie wypowiem :D jakos zawsze zapomnialem cos dodac od siebie :F Wyprawa miazdzyla pod kazdym wzgledem i byla bogata w atrakcje wszelkiej masci :D Zoo, puby , browary , zabytki, niepowtarzalne miejsca itd itp :)
    Grzegorz Brzeczyszczykiewicz Powiat Lekolody :D

    Pozwole sobie podsumowac piwnie wycieczke :D chociaz zadnym ekspertem nie jestem :)
    Generalnie Wrocek to wspaniale miejsce na piwne doswiadczenia, mnogosc miejsc gdzie mozna napic sie dobrego piwa bardzo cieszy :D

    Zakład Uslug Piwnych i Cesky Raj – coz to duzo mowic duzy wybor smacznych czasem ciezko dostepnych w Polsce piw zarowno rodzimych jak i zagranicznych :) jesli ktos chce napic sie BrewDoga , Ale Browaru albo Matuski to sie nie zawiedze :)

    Co do Spiza to ja osobiscie bym go tak strasznie nie zjechal :D ale fakt faktem ze najstarszy browar restauracyjny w Polsce zamiast isc w strone piwna stosuje jakies dziwne praktyki, generalnie pilismy ichniejsze ciemne, jasne, pszeniczne i moze dupy nie urywalo :) ale ogolnie strasznej biedy nie bylo , a jako ze podczas naszego pobytu tam akurat lecial meczyk polskiej reprezentacji to i klimat byl calkiem taki biesiadny :D

    No i Gospoda pod Czarnym Kurem / Browar Widawa :)lezy niedaleko Wroclawia w Chrzastawie Malej mozna dojechac prywatna linia z Placu Grunwaldzkiego bodajze… jest gdzies na google’ach rozklad jazdy :P jedzie sie z 20-30 min chyba…. ale jest w tym taki klimat starych pksow troche :D
    Miejsce bajka , nie mozesz zapomniec Piotrze o Panu Wojciechu Frączyku (chyba dobrze odmienilem :P) piwowar/szef kuchni/gospodarz :D i jego Żonie ktorzy sprawiaja ze chcesz tam zostac na zawsze popijac fenomenalne piwko i zajadac wspaniale dania które tam serwuja :D Moze i nie bylem jeszcze w wielu miejscach czy browarach , ale ta Gospoda jest dla mnie nr 1 i chyba szybko sie to nie zmieni :P

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>