WITAM – czyli sylwestrowy podbój Słowacji

WITAM

Znany i uwielbiany przez wszystkich fanów twórczości Terrego Pratchetta Śmierć. Na powyższej grafice zajmuje zacne miejsce jako jedna z kart akcji do gry osadzonej w uniwersum Świata Dysku, pt.: Świat Dysku: Ankh-Morpork. I gwarantuję, że znalazł się tu z pewnego powodu – o czym później.
Grafika: Gildia.pl

Minął ledwo tydzień od powrotu z tygodniowej i zarazem najdłuższej – jak dotąd – wyprawy zagranicznej w moim życiu, a już czuję w kościach, że potrzebuję więcej takich wyjazdów. Dlaczego? Między innymi o tym będzie ten wpis.

Zacznę od tego, że wyjazd został dobrze zorganizowany przez Michała – kolegę z Wrocławia. Przede wszystkim specjalnie zrobił drugi kurs po mnie i Aleksandrę do Zakopanego, aby dowieźć nas do miejsca docelowego – Liptowskiego Mikułasza (Liptovský Mikuláš). Znalazł on całkiem zacną hacjendę, którą w całości mogliśmy wynająć na 5 dni za mniej więcej 12 euro per noc, a było ich 4. Dom był umiejscowiony na północnym krańcu Liptowskiego Mikułasza – naszej bazy wypadowej. W tym miejscu należą się równie serdeczne podziękowania dla Anety – znanej już Wam z wycieczki do Krakowa. To właśnie ona zapewniła nam swobodny transport do miejsc wycieczkowych na Słowacji podczas trwania wyjazdu oraz szybki i bezpieczny powrót do naszych domów – chwała jej za to!
Niemniej, kończąc już podziękowania – skądinąd zasłużone – przejdę do podzielenia się z Wami wrażeniami z tej wyprawy. Zacznę od problemu, jaki napotkaliśmy, wyjeżdżając z Warszawy do Zakopanego. Okazało się, że cała klasa druga została wyrezerwowana, a połączenia było objęte całkowitą rezerwacją miejsc. Zagryźliśmy zęby i kupiliśmy bilety na klasę wyższą, która wcale taką nie była – brak ogrzewania przez 10 godzin jazdy, przy ujemnych temperaturach, nie należy do najmilszych doświadczeń. Co ciekawe – długość jazdy wynikała z przejazdu przez takie miasta jak m.in. Częstochowa – trochę nie po drodze do Zakopca, prawda? Pomijając logikę rozkładu – jeśli już takie połączenie istnieje i prowadzi przez „pół” Polski to nie do końca rozumiem, dlaczego cały skład posiadał łącznie tylko 5 (!) wagonów… Dodatkowo był to sezon – wyjazdy na sylwestra, tłumy chętnych na podróż ludzi, potencjalna gruba kasa do zgarnięcia, a tu taki numer.

Ostatecznie stwierdziliśmy, że nie takie rzeczy już na PKP odchodziły, więc nie ma co się szczególnie przejmować – inni mieli większego pecha – tak jak pewien podróżnik z reddita:

Toaleta PKP

Słynna na całym świecie toaleta PKP. Szczegóły w artykule pod tym adresem.
Zdjęcie: www.reddit.com

Ważne, że dojechaliśmy do Zakopanego w jednym kawałku i z niewielkim opóźnieniem – jakieś 10 minut. Patrząc na obecne standardy podróży, ostatecznie da się przeżyć.

Zakopane

Pierwsze, co mogę powiedzieć o Zakopanem to tłumy ludzi namawiających turystów do zamówienia taksówki lub wykupienia noclegu. Osobiście nie znoszę takiej nachalności, choć w pewien sposób jest dla mnie zrozumiała – każdy przecież chce zarobić w tych trudnych czasach. Skoro już mowa o problemach, pojawił się jeden, dość istotny – głód. Gnani chęcią zaspokojenia jakże podstawowej dla każdego człowieka potrzeby zaczęliśmy szukać miejsca, w którym bez reszty moglibyśmy oddać się rozkoszy zjedzenia czegoś smacznego i ciepłego – choć samego „ciepłego” w naszej desperacji mogłoby być wystarczające. Tym to sposobem po długiej wędrówce po jakichś „nieturystycznych” okolicach Aleksandra znalazła naszą ziemię obiecaną – restaurację LaStrada! Lokal ten jest umiejscowiony w mało zauważalnym miejscu – ciemnym rogu hotelu – co skutecznie może „odstraszać” mniej zasobnych klientów – bo jak przy hotelu i to w Zakopanem, to pewno będzie bardzo drogo… Początkowo pomyślałem podobnie, ale głód kazał podejść i sprawdzić menu – nic przecież nie zaszkodzi na nie zerknąć. Jak się okazało, była to jedna z najlepszych decyzji podczas tego wyjazdu – dlaczego? Z kilku powodów: tanio – 15,90 zł za zestaw obiadowy zawierający zupę, danie główne i kubek gorącej herbaty. Samo jedzenie było bardzo smaczne – prawie jak u mamy, a porcje tak duże jak u babci, a to wszystko okraszone przesympatyczną obsługą – jeden z nielicznych lokali, w których z przyjemnością zostawiłem napiwek oraz z pewnością tam wrócę, będąc w okolicy.

Zakopane

Widok na Tatry z parku w Zakopanem – ta poranna mgła robiła wrażenie.

Po zregenerowaniu sił i otrzymaniu dodatnich modyfikatorów do witalności oraz motywacji ruszyliśmy na podbój Krupówek i okolic. Po drodze kupiłem oscypka, którego co jakiś czas podjadałem szczęśliwy – uwielbiam ten ser. W drodze postanowiliśmy skręcić do parku ponieważ pogoda sprzyjała takiej wędrówce, a góry – które z łatwością można było podziwiać z polany parku – wyglądały majestatycznie. To jest to – pomyślałem, jednakże kilka minut później mój entuzjazm osłabł, bo zobaczyłem Krupówki – duże centrum handlowe na świeżym powietrzu wypchane przebierańcami, butikami, sklepikami dużych marek itd. Totalne rozczarowanie – do którego nie chcę wracać. Jako pamiątkę z wizyty w tym miejscu kupiłem sobie klapki – ponieważ były mi potrzebne, a nie miałem. Tak tam było fajnie.
Po jakimś czasie udało nam się nawiązać kontakt z wcześniej już wspomnianym Michałem, który nas zabrał do miejsca docelowego – Liptowskiego Mikułasza. Niestety widoków zbyt wielu nie mogliśmy obserwować, ponieważ słońce dawno zaszło. Wyjątkiem tutaj była możliwość obserwowania wschodzącego księżyca na tle szczytów górskich – szczęśliwie niebo okazało się bezchmurne. Coś niesamowitego!

Słowacja

Po dotarciu na miejsce, rozpakowaniu i posileniu się oraz krótkim wieczorku zapoznawczym poszliśmy spać, aby zregenerować siły przed atrakcjami, jakie nas czekają w następnych dniach. A działo się – w kolejności:

Baza w Liptowskim Mikulaszu

Nasza baza wypadowa w Liptowskim Mikułaszu – Romana

Nasza baza wypadowa – Romana – znajduje się na samej granicy Liptowskiego Mikułasza; bardzo spokojne i malownicze położenie – poranny widok na Tatry z okna zapierał dech w piersiach. Warunki idealne – przyjechało nas 16 osób, a mogłoby się zmieścić jeszcze więcej – każda para miała swój pokój. Standard wysoki i apartamentowy – osobne łazienki dla większości pokoi. Ważną rzeczą jest brak właściciela na posesji. Mieszka niedaleko, ale nie na tej samej ulicy, więc mieliśmy całą chatę dla siebie – wielki plus. Minusem była woda grzana w bojlerze – niestety 150 litrowy to trochę za mało, by wszystkich zadowolić w tej samej chwili. Jednakże to chyba jedyna wada jaką zaobserwowałem. Jakby ktoś się wybierał w tamte rejony, to polecam.

Liptowski Mikulasz

Panorama Liptowskiego Mikułasza

Liptowski Mikułasz – wybraliśmy się na spacer po mieście, ale to, co zobaczyliśmy po drodze skutecznie nas odepchnęło od dalszego zwiedzania. Ogólnie miasto wygląda na dość zapuszczone i brzydkie – jedyne ładne budynki to te państwowe oraz drogi. Tak, drogi mają naprawdę dobre. Co do mieszkańców – w miejscach, w których się znaleźliśmy, byli dość mili, a przede wszystkim ze Słowakami po polsku spokojnie można się dogadać. Podsumowując, miasto jest dobrą bazą wypadową – jako cel podróży zupełnie się nie sprawdzi. Chyba, że ktoś bardzo chce odwiedzić muzeum Janosika.

Minipivovar Brontvai – minibrowar znajdujący się w miejscowości Kvacany niedaleko Liptowskiego Mikułasza. Wskazał go Wojciech jako must-see i wcale mu się nie dziwię oraz rad jestem, że nas tam zabrał. Muszę przyznać, że browar zrobił na nas bardzo pozytywne wrażenie. Przede wszystkim atmosfera – sala z prawie świątecznymi nakryciami, wystrój niemalże domowy. Wybór piw własnej produkcji też nie gorszy – ciemne, jasne, świąteczne i zielone – tyle przynajmniej spamiętałem. Co ciekawe, piwo zielone z pewnością nie uzyskiwało swojego koloru za pomocą sztucznych czy tym podobnych barwników – niestety nie poznaliśmy tajemnicy, jak to jest zrobione. Samo menu jest bardzo bogate w różne gratki kulinarne – np. pętko i to naprawdę dużej kiełbasy w sosie czosnkowym czy strudel makowy. Co ciekawe, w tej samej cenie w polskim Bierhalle otrzymamy najwyżej kanapkę albo przystawki – nasze browary restauracyjne mogłyby brać przykład z Brontvai, w którym najedliśmy się do syta i naprawdę smacznie. Ceny? Jak na polskie warunki tanio – za 0,4 l 1,8 euro, za kiełbę niewiele więcej. Z pewnością jest to miejsce warte powtórnego odwiedzenia.

Jasná

Jasná stok narciarski na Chopoku.

Stok narciarski w Jasná – Chopok - stok jest bardzo dobrze przygotowany i wyposażony do obsługi naprawdę bardzo dużej ilości fanów białego szaleństwa. Dodatkowymi atutami jest masa tras, wyciągów, dbanie o odpowiednią nawierzchnię i spora baza niezbędnych sklepów usługowych. Problem jednak stanowi zaparkowanie samochodu w okolicy – jest niestety strasznie zatłoczona właściwie przez cały czas funkcjonowania. Jako ciekawostkę podam cenę za całodniowy karnet na wyciągi – jest to 35 euro (!). My mieliśmy to szczęście, że przyjechaliśmy później i udało nam się odkupić od kończących zabawę ich karnety za 10 euro – w tym 2 euro zwrotu z kaucji. Więc cena za wyciągi nie była nazbyt zabójcza dla naszych portfeli.

Tatry

Widok na Tatry ze szczytu Chopoka. Robi wrażenie, prawda?

Góra Chopok – mój pierwszy dwutysięcznik w życiu – szczęścia nie było końca, a wdrapywanie się na szczyt dało mi przyjemnego kopa adrenaliny. Samo wejście wymagało pewnego samozaparcia i odwagi ze względu na oblodzenie i wyślizganie ubitego śniegu. W tym miejscu chcę się również podzielić swoim wielkim zawodem, jakim są moje kupione z 7 lat temu buty – Cheeruca Nepal. Wziąłem je w celu przetestowania – niestety podeszwa (Vibram) w tym modelu nie nadaje się do niczego. Możliwe, że czas odbił swoje piętno na intensywnie eksploatowanym bieżniku buta. Wszyscy z wyjątkiem mnie poruszali się bez większego problemu po oblodzonych nawierzchniach – ja miałem problem przy podejściach pod niedużą górkę. Zmusiło mnie to do zakupu nakładki kolcowej na podeszwę – w sklepie u podnóża góry, dzięki czemu mogłem się już bezpiecznie poruszać i jednocześnie uzyskałem najlepszą przyczepność do podłoża w grupie. Niemniej serdecznie odradzam te buty do chodzenia po oblodzonych nawierzchniach – nadają się do przemierzania ich tylko w rakach. Sam gore-tex sprawdził się wyśmienicie, a buty dobrze trzymały się stopy. Miłym zaskoczeniem były natomiast spodnie Campus Gomez i kurtka Alpinus Red Earth, które zapewniały pełny komfort cieplny i wygodę noszenia podczas wspinaczki. Pełniejszą recenzję napiszę w przyszłości. Wracając jednak do Chopoka, nie podobała mi się jedna rzecz – za dużo ludzi. Lubię góry właśnie za to, że możesz się wyciszyć i odpocząć od cywilizacji – tu z pewnością tego nie znajdziesz. W sumie co się dziwić – wielki stok narciarski. Niemniej warto odwiedzić i zdobyć szczyt – polecam – choćby dla samych malowniczych widoków Tatr.

Bobrovec

Bobrovec na tle Tatr skąpanych w promieniach zachodzącego słońca.

Bobrovec – miejscowość położona niedaleko naszej bazy wypadowej, u podnóży Tatr. Bardzo malownicza i spokojna wieś – nie spotkaliśmy podczas wędrówki do niej żadnego człowieka ani mieszkańca. Chcieliśmy zwiedzić kościół widoczny na zdjęciu, ale niestety był on zamknięty na trzy spusty, więc pozostało nam go obejść wokół. Po krótkiej rozmowie z Wojciechem doszliśmy do wniosku, że wrócimy do domu nie drogą (jak przyszliśmy), ale polami i wzniesieniami na północy wioski. Idąc tak, przeszliśmy przez przykościelny cmentarz i jakieś stare gospodarstwo. Powrót był dość męczący ze względu na błoto przez jakie niestety musieliśmy przejść i dość mocny wiatr, który najbardziej dokuczał dziewczynom. Choć przyznać trzeba, że dzielnie sobie poradziły. Spacer był przyjemnie wyczerpujący – tak jak lubię.

Tatralandia

Basen termalny na świeżym powietrzu przy ujemnej temperaturze – coś cudownego!
Zdjęcie: pasimitam.pl

Tatralandia – jeden z największych aquaparków na Słowacji, znajdował się jakieś 2 km od Liptowskiego Mikułasza – co wręcz zachęcało do odwiedzin. Dlaczego warto tam się pojawić, no cóż – 9 basenów, 7 zjeżdżalni, spa i sauna oraz basen z wodą termalną. Wstęp na strefę basenową (spa i sauny oddzielnie płatne) dla studentów to koszt: całodzienny 16 euro/osoba, a trzy godziny to 14 euro/osoba. A miejsce zaprawdę wspaniałe do zrelaksowania się – gorące źródła od tej wizyty stały się moim ulubionym „sportem” wodnym, a zjeżdżalnia „tornado” dostarcza naprawdę niezapomnianych wrażeń i bynajmniej nie ze względu na reklamujące ją w klipie panie.

Poprad

Kościół ewangelicki na rynku w Popradzie.

Poprad – miasto, w którym zatrzymaliśmy się w drodze powrotnej do Polski, na jego temat wiele ciekawego w sumie nie da się powiedzieć. To mieścina, że tak przytoczę/sparafrazuję z pamięci tekst z przewodnika książkowego Anety: Poprad nie jest miastem zbyt atrakcyjnym. Jego wygląd kontrastuje z naturalnym pięknem Tatr. I uwierzcie mi, trudno nie zgodzić się z tym zdaniem.

Buntavar

Wnętrze Buntavaru.

Prvý podtatranský minipivovar Buntavar – wg Wojciecha jest to obowiązkowe miejsce odwiedzin dla każdego ceniącego się piwosza trunków górnej fermentacji. I trudno nie przyznać mu racji – miejsce ma klimat i jest nietuzinkowe ze względu na wyszukany smak oferowanych piw. Przede wszystkim, co na początku może okazać się szokiem, jest fakt, że ten minibrowar znajduje się w jednym budynku z miejską pływalnią Svitu – jednak mają osobne wejścia. Trafiliśmy akurat na otwarcie – godz. 14:00 i byliśmy pierwszymi oraz jedynymi klientami. Nadało to dodatkowego uroku całemu miejscu oraz ułatwiło krótką polsko-słowacką konwersację z obsługą.

Świat Dysku: Ankh-Morpork

Najlepszy umilacz sylwestrowych wieczorów.
Źródło: rebel.pl

Wieczory z WITAJ i KYLLYM – Świat Dysku: Ankh-Morpork – czyli najlepszy prezent gwiazdkowy od lubej dla geeka pod słońcem – dzięki Aleksandra! Był to nieodłączny kompan wieczorów spędzonych w Mikułaszu – siadaliśmy ze współtowarzyszami i graliśmy do upadłego, głównie z Michałem. Niewątpliwą zaletą tej gry jest fakt, że się nie nudzi, wymaga myślenia i dostarcza wiele zabawy ze względu na jej humorystyczny kontekst oraz wredność treści niektórych kart akcji. Więc dziewczyny, jeśli nie macie pomysłu co kupić swojemu geekowi na urodziny czy inne święta, a lubi on planszówki lub twórczość T. Pratchetta, to wiedzcie, że to bardzo dobry wybór. Polecam – Człowiek Wycieczka – szczęśliwy posiadacz gry.

Reasumując: wypad bardzo dobrze się udał i będziemy go wspominać przez długi, długi czas. Ludzie dopisali, wszystkie zaplanowane atrakcje zwiedziliśmy – no, z wyjątkiem jaskiń, które były zamknięte przed sylwestrem.
Aneta dzielnie wytrzymała z nami podróż powrotną, która trwała od 10 do 23 – współczuję i podziwiam zarazem. Bezpiecznie dowiezieni do domów mogliśmy już tylko się rozpakować oraz opowiedzieć naszym bliskim, co nas spotkało i gdzie byliśmy – tak jak i ja podzieliłem się tymi doświadczeniami z Wami. Mam nadzieję, że nie wynudziliście się zbytnio, a przedstawione atrakcje zachęciły Was do nowej wycieczki!

 

Komentarze

comments

Powered by Facebook Comments

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

8 comments

  1. Dobrze było :P Można było też wspomnieć o udanej zabawie sylwestrowej :) Powiem szczerze że nie spodziewałem sie takiego zaplecza (barek, kuchnia + magazyn i do tego całkem spora salka) super sprawa na wszelkie rodzaje imprez :P Wieża jest ale przyda się kabelek Aux co by z lapka swobodnie muzyką operować, a co żeśmy Słowakom pośpiewali po północy to zapamiętają przez cały rok :P aha a ceny w Brontvai no to tak 4-7 Euro za coś obiadowego z tego co pamiętam, ja bodajże wziąłem kiełbasę na piwie i zapłaciłem chyba z 6 E ale szło się tym najeść :P także nie ma tragedii :) a co do zielonego piwa to gdzieś doczytałem że to pokrzywowe :D ( tak mówiłem że coś mi trawą zajeżdża :P) ale całkiem smaczne :)

    • Zielenina zdrowa i dobra na wszystko. Co do warunków lokalowych – to rzeczywiście – w piwnicy brakowało tylko barmana i zaopatrzenia, którym mógłbym nas obdarować.
      Co do Słowaków – uważam, że raczej dobrze nas przyjęli, nawet nam machali przejeżdżając obok samochodem ;)

  2. Heeej:) Cieszę się, że wyjazd się udał. Właściwie to myślałem, że na Słowacji jest nieco drożej. Miłe zaskoczenie. Dobrze, że mieliście samochody:] A na Chopoku nikt z Was nie jeździł na nartach?

    • Oj tak, wyjazd ewidentnie bardzo dobrze się udał, ale to przede wszystkim ludzie dopisali i chwała im za to! Co do kosztów – przyznam szczerze, że też byłem nastawiony na wielkie koszta, ale ostatecznie tak tragicznie nie jest – choć zawsze mogłoby być lepiej. Co do Chopoka, to nikt z naszej szóstki nie jeździł, bo czworo z nas nie umie i nie posiada sprzętu, a na wynajem takowego plus instruktor to wielki ból dla portfela. Więc odpuściliśmy, ale wcale nie żałuję – widok z Chopoka na Tatry zrekompensował wszystko.

  3. Podróży pociągiem nie zazdroszczę ;) Natomiast zazdroszczę Tatr. Proponuję też wybrać się na objazdówkę po Słowacji, jest tego warta, szczególnie jeżeli chce się odpocząć. Można pojechać w Niżne Tatry albo Małą/Wielką Fatrę (niestety , trzeba uważać na pogodę bo kiedy już dojechałam tam , okazało się , że słońce nie świeci a grad zostawia całkiem duże ślady ;) ). Na Słowacji jest też dużo przepięknych zamków (właściwie pozostałości) , a najlepsze są te schowane w bardzo małych wsiach (niestety bez auta trudno się w niektóre miejsca dostać). I mam tu na myśli zamki z Małych Karpat. Oczywiście nie można zapomnieć o Bratysławie, w której jest bardzo spokojnie (a może tylko mi się tak wydawało bo ciągnęły się za mną chmury z deszczem?). Zawsze wydawało mi się, że Słowacja nie jest interesująca… Ale swoją podróż planowałam z internetem i przewodnikiem (uwielbiam je) z wydawnictwa Bezdroża, który mogę Ci polecić! Nie zawiodły mnie też przewodniki z tego wydawnictwa w Budapeszcie, Czechach i na Krymie. Ale chyba zaczęłam już inny temat co oznacza, że muszę skończyć ten komentarz :)
    pozdrawiam!

    • Powiedziałbym, że wręcz w złym momencie skończyłaś! ;) Mnie osobiście bardzo zaciekawiło to o czym piszesz – mam nadzieję, że rozwiniesz wątek tych przewodników i podzielisz się swoimi doświadczeniem z nimi.
      Widzę również, że lubisz podróżować i zwiedziłaś trochę świata. Mam nadzieję, że dobrze wspominasz te wyprawy? :)
      Co do samej Słowacji, z tego co wypisałaś to można zorganizować niezłą ekspedycję kilkunastodniową, ale w moim wypadku największy problem tutaj stanowi właśnie samochód, którego nie mam, a krótki urlop średnio daje mi pole do manewru w kwestii np. autostopu. Wiem jednak, że kiedyś wrócę do tego kraju i nie było to moje ostatnie słowo w tej sprawie. Szczególnie, że chciałbym odwiedzić kilka jaskiń, które jak na złość były zamknięte.
      Jeśli chodzi o Tatry to są już zalążki planu wyprawy w nie – chciałbym wreszcie zobaczyć Morskie Oko, Dolinę Pięciu Stawów, itp. Bo ja cudzymi, choć pięknymi, zdjęciami się nie zadowolę, poza tym takie wyprawy zaczęły wzbudzać zainteresowanie wśród znajomych i jest dodatkowa motywacja do działania! :)
      Jak coś to jestem otwarty na propozycje.

      • Z moich wypraw jestem zadowolona, wszystkie mile wspominam i oczywiście jak zdjęcia oglądam to łezka się w oku kręci :)
        Oczywiście, że zapomniałam wspomnieć wcześniej o jaskiniach (które osobiście chętnie zwiedzam i które uważam za pociągające z edukacyjnego punktu widzenia:D), przede wszystkim o tych z Demianowskiej Doliny. Jest tam Demianowska Jaskinia Lodowa , która niestety była zamknięta (o ironio, dwa dni po moim wyjeździe mieli ją otworzyć), a także Jaskinia Wolności , w której byłam (ale nie jestem pewna czy to ta, nie mogę znaleźć biletu wstępu). Także z całego serca polecam jaskinie (piękne były też na Krymie i w Czechach).
        Ja na Słowacji jeździłam autem, a autostopem … No cóż, z tego co słyszałam to facetom jest trudno zatrzymać auto (ładnych nóg nie macie :)). Natomiast, nie wiem czy to się sprawdzi na Słowacji, jak zwiedzałam Czechy to korzystałam tylko z pociągów (większe odległości) i autobusów (małe odległości). O dziwo, nie wyszło jakoś bardzo dużo za te przejazdy. Więcej chyba jedzenie kosztowało. A jeżeli chodzi o komfort jazdy to nie narzekałam. Lepszy niż w Polsce. Pamiętaj , to zawsze jest jakaś opcja podróży ;)
        Ja przez długi czas nie chciałam wracać w Tatry, bo mi się przejadły :P Ale w zeszłym roku miałam okazję tam wrócić i odnaleźć dawną miłość :) Teraz pracuję nad kondycją żeby pokazać góralom, że dziewczę z centralnej Polski też umie chodzić po górach :D Hmm, a z bardziej przydatnych faktów to polecam jechać w terminach do maja i od września. Ja byłam w sierpniu i prawie mnie nie stratowali na Kasprowym.
        Ciekawe, że nie mam takiej weny przy pracy mgr…
        Pozdrawiam!

        • Mnie się już morze w sumie przejadło – bo ile można się wylegiwać bez sensu na plaży kiedy mamy tak piękne góry!
          Jeśli chodzi o jeżdżenie autostopem – no niestety pięknych nóg i innych przywar „piękna” brakuje facetom, więc pozostaje działać transportem publicznym lub dogadać się z kimś zawczasu. Bo w Słowacji jak się rozglądaliśmy po drodze to kiepsko z transportem publicznym – przynajmniej jeśli chodzi o autobusy, może z pociągami lepiej – nie wiem. W Czechach natomiast, z tego co pamiętam, wyglądało to lepiej, więc można byłoby poszaleć.
          Co do jaskiń to właśnie mieliśmy w planach odwiedzenie Jaskini Lodowej – niestety, jak już napisałem – wszystkie były zamknięte z powodu sylwestra – szkoda.
          Pracujesz nad kondycją? Masz jakieś specjalne ćwiczenia – bo w sumie sam bym trochę krzepy nabrał przed wyprawami górskim? ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>